In: Offtopic| Przemyślenia
10 listopada 20091. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej art. 54
No i stało się. Temat, który powraca jak bumerang w różnych krajach również i u nas trafił na polityczną tapetę. Internet jest z punktu widzenia władz bardzo niewygodnym medium, pozwala na nieskrępowany dostęp do informacji i wyrażanie opinii. Internet nie zna granic, nie da się go skutecznie kontrolować, nie można go zablokować. To dlatego różne rządy, o dziwo, nie tylko w krajach komunistycznych, podejmują próby jego cenzurowania i kontrolowania. Wszystkie oczywiście jedynie dla dobra i bezpieczeństwa swoich obywateli.
W Polsce władza również troszczy się o swoich własnych obywateli. Przy okazji zamieszania wywołanego przez ustawę hazardową rząd postanowił pójść trochę dalej. Osławiony art. 170a ma być wymierzony nie tylko w internetowy hazard ale przy okazji także w pedofilię, pornografię dziecięcą, treści faszystowskie i rasistowskie, serwisy umożliwiające nielegalną wymianę plików oraz wszystko inne, co wrzuci tam UKE.
Konkretne adresy będą wskazywać UKE, policja, służby specjalne i Ministerstwo Finansów. Na jakie podstawie mieliby wybierać strony “do odstrzału”? Nie wiadomo. Czy od blokady będzie można się odwołać? Również nie wiadomo. Czy takie działania są w ogóle legalne?
Nie jestem prawnikiem, moja opinia być może nie będzie specjalnie wartościowa, ale warto odwołać się do dokumentu, który ma najwyższą moc prawną w Polsce, to jest Konstytucji RP. Zacytowany na początku fragment mówi jasno – cenzura nie jest legalna i każdy ma prawo do wolnego dostępu do informacji oraz nieskrępowanego wyrażania opinii. Wychodzi więc na to że rząd podnosi rękę na swoją własną konstytucję. Utworzenie “czarnej listy” niebezpiecznych domen to nic innego jak wspomniana prewencyjna cenzura. Rozumiem że rząd chce bronić obywatela przed niebezpiecznymi witrynami. Ale to władza, jako jedyna ma prawo określania tego co jest niebezpieczne, to otwiera pole do tego żeby przepis ten naginać w dowolną stronę.
Chcemy zablokować hazard w internecie? OK, dorzućmy go na listę. Nielegalna wymiana plików? To również szkodliwe, dopiszemy Rapidshare, Mininovę… Użytkownicy wykorzystują zagraniczne bramki proxy do omijania blokady? No problem, je też zablokujemy.
Największym siedliskiem zła w internecie jest oczywiście Google, można tam znaleźć wszystko od poradnika jak zbudować bombę, poprzez zwierzęcą pornografię aż do stron promujących nazizm. Moim zdaniem ten adres powinien otwierać ministerialną czarną listę.
Jak rząd argumentuje konieczność cenzurowania internetu? Tłumaczenie jest oczywiście standardowe, powielane od wielu lat przez tysiące gadających głów. Premier Tusk raczej nie wykazał w tym względzie wielkiej inwencji, ale trzeba przyznać że był kreatywny:
Ograniczenie wolności internautów to uwolnienie internetu. Cenzurując internet nie będziemy ograniczać jego wolności tylko go uwolnimy. Oczywiście jedynie dla waszego dobra. Brzmi to dosyć podobnie jak Wolność to niewola z Orwella. Termin dwójmyślenie pasuje tutaj jak ulał. W oryginale, to jest książce Rok 1984 dwójmyślenie to umiejętność wyznawania dwóch przeciwstawnych poglądów i wierzenia w oba naraz. I tak mniej więcej jawi się mi uwalnianie internetu za pomocą cenzury. Read the rest of this entry »
In: Bez kategorii
17 września 2009Dziś wyjątkowo będzie szybko, krótko i nie na temat.
Uruchomiliśmy niedawno nową odsłonę serwisu Rly.pl. Na stronie znajdziecie aktualności na temat wszystkiego co niecodziennie, dziwne, głupie i nienormalne. Profil serwisu gwarantuje więc że contentu w najbliższym czasie nie zabraknie.
Serwis jest oparty na autorskim systemie CMS, który wykonał w całości Bartłomiej Tadych. Projekt jest na razie w dość wczesnej fazie rozwoju, będziemy sukcesywnie udostępniać nowe funkcjonalności.
Wszelkie komentarze, jak zwykle, mile widziane.
In: AdSense| Początkujący
5 września 2009Allegro.pl – strona znana chyba każdemu polskiemu internaucie. Miejsce pełne przydatnych przedmiotów i ciekawych ofert. Tylko na tej stronie kupisz nową komórkę, niemiecki hełm z drugiej wojny światowej czy pozycjonowanie za 9,99 zł. Allegro to także miejsce, gdzie sprzedawane są serwisy internetowe, czy można kupić tam coś wartościowego? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dalszej części tekstu.
Po kliknięciu w powyższy link naszym oczom ukazuje się ponad 400 aukcji. Pierwsza oferta zwróciła moją uwagę, sprzedający krzyczy w tytule “24 759,23 zł/msc. Czy potrafisz tyle zarobić?”. Następna aukcja: 8 tyś na miesiąc, w innej 7, jeszcze w innej 13 tysięcy… Kury znoszące złote jaja? Ależ skąd. Przeważnie cena za owe perły internetu nie przekracza kilkuset złotych. Skąd taka sytuacja? Zapytałem paru właścicieli tych aukcji, dlaczego sprzedają swoje strony za równowartość rzekomych dziennych zarobków? Jaki sens ma pozbywanie się strony za tak niską cenę? Niestety, w żadnym przypadku nie dostałem odpowiedzi. Widocznie nasi domorośli businessmani są zbyt zajęci pracą przy swoich websites.
Mimo wszystko postanowiłem zbadać sprawę sam. Pod lupę wziąłem aukcję na której sprzedawca proponuje stronę, która zarabia 8 tysięcy miesięcznie.
Co ciekawe, stronę sprzedaje dosyć tanio bo po 149 złotych, co po krótkich obliczeniach pokazuje że zwrot z inwestycji już po pierwszym miesiącu będzie sięgał 5233% – GPW i Forex odpadają w przedbiegach.
A zupełnie poważnie, każdemu potencjalnemu klientowi powinna się tym momencie włączyć czerwona lampa ostrzegawcza – strony generującej jakiekolwiek dochody nie sprzedaję się za ułamek miesięcznych przychodów. Nie ważne czy jakaś strona zarabia 100 zł na miesiąc czy rzekomo 10 000zł. Okazyjna cena za stronę, która generuje jakieś realne przychody może być roczną czy dwuletnią sumą tych przychodów, nierzadko nawet więcej, gdy projekt jest rozwojowy.
Na naszej przykładowej aukcji sprzedawany jest portal finansowy. W pełni profesjonalny i innowacyjny projekt. Na prowadzenie szczęśliwie nie musisz poświęcić ani minuty bo treść ściąga się sama z rssów. Pozostałe innowacyjne funkcje obejmują wyszukiwarkę i panel administratora, gdzie możesz dodać statyczną stronę lub reklamę. Serwis jest napisany przez fachowców, mających wieloletnie doświadczenie, piszących poprawny i przejrzysty kod (niestety się nie validuje). CMS bije na głowę “zabawkowe” systemy pokroju wordpressa.

Sprzedający już na samym początku chce zaintrygować czytelnika – “Jak zarabiać tyle pieniędzy niewiele robiąc, w czym tkwi haczyk?” – no właśnie? Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, dlatego na początku warto rzekome zarobki wziąć pod lupę. Okazuję się że strona nie zarobiła ani grosza. Może zarabiać 8 tyś. na miesiąc przy założeniu że XXX osób kliknie w reklamy, XX wyślę wnioski o założenie konta itp. Wyliczenia są “trochę” optymistyczne – cytat: “W pierwszych tygodniach serwis generuje niewielką ilość wejść, około 70-100 a więc i kliknięć w reklamy jest niewiele” [...] “kliknięć mamy nie więcej niż 20 dziennie”. Niewiele? Jeżeli CTR w AdSense na poziomie 20% to niewiele to ile to będzie wiele? 50%? Dalej w swoim scenariuszu autor zakłada że w ciągu kilku miesięcy oglądalność strony wzrośnie do 1000uu/dobę (nieźle jak na promocję, na którą nie wydamy ani grosza) i tutaj zaczyna się zabawa. Wystarczy że kilka osób wykupi za naszym pośrednictwem kredyty hipoteczne, a same prowizje dadzą nam 8 tyś. złotych miesięcznie. Genialne! Read the rest of this entry »
In: Google
21 sierpnia 2009Statystyki wyszukiwarki Google to narzędzie, które jest polską wersją Google Insights for Search. Już pierwszy rzut oka pokazuje że może być to bardzo przydatna alternatywa dla Google Trends. Jeżeli tak jak ja uwielbiacie grzebać w statystykach powinna być to obowiązkowa pozycja w waszym warsztacie.

Co potrafi to narzędzie? Przede wszystkim to rozszerzenie funkcjonalności Google Trends, który był (i ciągle jest) niezwykle przydatnym narzędziem do odszukiwania i identyfikowania trendów dla danych słów kluczowych i porównywania ich z innymi. Mamy tutaj jednak jeszcze kilka opcji, które zwiększają jego przydatność, jest to między innymi możliwość filtrowania wyników tylko dla danego regionu Polski lub innego, dowolnie wybranego regionu na świecie. Mamy również możliwość prezentowania danych w konkretnym horyzoncie czasowym – maksymalny okres od 2004 roku, można dowolnie konfigurować zakres dat.
Jest także prognoza wyników w okresie następnego roku od dzisiejszej daty, należy jednak podkreślić że są to dane wyłącznie umowne, wyliczone na podstawie średniej z lat poprzednich.
Kolejne funkcje to najpopularniejsze wyszukiwania oraz wyszukiwania o rosnącej popularności, pierwsza to oczywiście najpopularniejsze zapytania z danym słowem kluczowym, drugie to nowe trendy, a więc ostatnio popularne “wariacje”. Obie funkcje mogą służyć do odnajdywania nowych fraz pokrewnych związanych z danym zapytaniem, chociaż w moim osobistym odczuciu dużo lepiej w tym względzie sprawdza się narzędzie Keyword Tool External z Adwords, gdzie mamy nie tylko bardziej inteligentne propozycje słów kluczowych (m.in. są podawane z użyciem synonimów) ale także konkretną miesięczną liczbę wyszukiwań, tutaj również są to wartości szacunkowe, ale co ważne, te liczby nie są z kosmosu i mają przełożenie na rzeczywistą liczbę wyszukiwań, co jest dużo bardziej przydatne niż cyferki, które mają tylko oddawać proporcje (jak w Trends, czy dziś opisywanym narzędziu).
Na koniec, czytelnikom bloga, jeśli takowi jeszcze są
należą się przeprosiny za ponad dwumiesięczny okres bez aktualizacji. Ale postaram się to nadrobić po wakacjach.
In: Google| Przemyślenia
9 czerwca 2009Jakich killerów? Google killerów oczywiście.
Google killer – określenie wzorowane na mistycznym iphone killer, który na dobrą sprawę nigdy się nie pojawił. Zabójca, pogromca – tłumaczyć można to różnie. Pojęcie odświeżane średnio co pół roku, kiedy pojawia się jakaś poważna nowa wyszukiwarka, mająca w teorii być silną konkurencją dla Google.
Powoli zbliżają się wakacje, słońce zaczyna coraz mocniej przygrzewać i mamy chyba tego pierwsze efekty - coraz więcej osób zaczyna halucynować o rychłym odebraniu Google palmy pierwszeństwa wśród wyszukiwarek. Kto miałby tego dokonać? Kandydatów jest dwóch. Pierwszy to nowatorski Wolfram Alpha, stworzony przez Stephena Wolframa, twórcę programu Mathematica. Drugi to kandydat wagi ciężkiej, bo od samego Microsoftu. Bing, bo tak brzmi jego nazwa, jakoś specjalnie nowatorski się nie wydaje, co w zyskaniu popularności zapewne mu nie przeszkodzi, bo jak wiadomo cuda się zdarzają. Głównie przy udziale góry dolarów Microsoftu, który na promocję nowej wyszukiwarki zamierza wydać 100 milionów zielonych. W Redmond nie wiedzą najwyraźniej co to kryzys. W każdym razie, warto przybliżyć na początku obie wyszukiwarki.
Wolfram Alpha zadebiutował na początku Maja i z miejsca został obwołany Google killerem. I tutaj już powstaje pierwszy znak zapytania. Moim zdaniem trudno w ogóle porównywać Google i Wolfram Alpha. Google to wyszukiwarka, ale Wolfram nijak do tej definicji mi nie pasuje. To w zasadzie odpowiadarka – nie wyszukuje stron powiązanych z jakimś zapytaniem, formułuje (mniej lub bardziej trafną) odpowiedź na zadane przez użytkownika pytanie.
Jeżeli miałby z czymś konkurować to bardziej naturalnym rywalem wydaje się być Wikipedia aniżeli Google. To właśnie w Wikipedii najczęściej szukamy informacji na konkretny temat. Z tym że Wikipedia zwraca nam artykuł, przez który musimy się przekopywać żeby znaleźć potrzebne informacje. Wolfram daje natychmiastową odpowiedź na zadane pytanie, nie trzeba się przekopywać przez wyniki wyszukiwania, ani przez obszerny artykuł.
Taka formuła wyszukiwania informacji to właściwie nowość. Bardzo ciekawa nowość, która ma wszelkie predyspozycje by w przyszłości stać się obowiązującym standardem. Być może to już krok na drodze do Web 3.0? W każdym razie, Wolfram moim zdaniem to ciągle melodia przyszłości. Projekt bardzo innowacyjny, który dobrze sprawdza się jeśli wykorzystujemy do tego co przygotowali dla nas twórcy, ale wiele rzeczy brakuje. Np. można wstukać sobie zapytanie zawierające oznaczenia popularnych akcji z amerykańskiej giełdy, otrzymujemy bardzo pożyteczne porównanie. Czy można coś takiego uzyskać dla polskich akcji? Nie, Wolfram nie wie co to jest wig20. Przykłady można oczywiście mnożyć, zarówno te pozytywne i negatywne. W każdym razie faktem jest że nowa wyszukiwarka nie jest jeszcze na tyle mądra by odpowiedzieć na ultymatywne pytanie o sens życia:

In: Porady| Pozycjonowanie
7 kwietnia 2009Jakieś dwa miesiące temu poruszyłem na blogu temat pozycjonowania szerokiego. O ile w tekście Długi ogon w pozycjonowaniu była poruszona bardziej ogólna kwestia pozycjonowania long tail, tak teraz chciałbym zagłębić się trochę bardziej w szczegóły. Statystyki to jak wiadomo dość istotna i nieodłączna część strategii promowania serwisu metodą long tail, to dzięki statystykom widzimy jakie frazy dają najwięcej wejść, jakie dają najwyższą konwersję – co w konsekwencji pozwala nam wybrać najlepsze keywords i lepiej dostosować naszą strategię, tak by uzyskać jak najlepsze wyniki. Można więc powiedzieć że bez dobrych statystyk skuteczne pozycjonowanie long tail będzie bardzo trudne, dlatego postanowiłem opisać produkt dedykowany specjalnie dla pozycjonowania długiego ogona.
Xannstat to profesjonalne statystyki firmowane przez dobrze znanego w branży SEO Tomasza Wieliczko i jego Xann Design. Jak zapewniają twórcy statystyki posiadają rozbudowane moduły monitorowania fraz oraz śledzenia konwersji, szczególnie pomocne w modelu pozycjonowania szerokiego. Jak to wygląda w praktyce? Aby odpowiedzieć na to pytanie testowałem Xannstat przez blisko trzy miesiące. Zanim jednak podzielę się z Wami moją opinią warto opisać jak wygląda korzystanie ze statystyk od początku.

Odmiennie niż większość popularnych statystyk, gdzie ograniczamy się do wklejenia kawałka skryptu na stronę, Xannstat instalowane są na naszym serwerze. Może to dla niektórych stanowić pewną niedogodność, ale instalacja zajmuje niewiele czasu, a proces ten jest bardzo dokładnie opisany w FAQ – myślę że raczej przeciętny pozycjoner, zaprawiony w instalowaniu przeróżnych skomplikowanych skryptów pokroju Wordpressa lub opisów gg
większych problemów z tym miał nie będzie. Mi cała instalacja zajęła jakieś 15 minut łącznie z wrzucaniem plików na serwer.
Takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Wadą niewątpliwie jest trochę bardziej skomplikowana procedura instalacji, zaletą natomiast fakt że do naszych danych mamy dostęp tylko i wyłącznie my, żadna ze stron trzecich nie ma możliwości wglądu doń i ich przetwarzania. Oczywiście zanim zainstalujemy statystykę należy najpierw utworzyć konto w serwisie i nabyć licencję, potem możemy pobrać ze strony pakiet instalacyjny. Read the rest of this entry »
Wszelkiego rodzaju filtry to coraz częstsza niespodzianka od Google. Wprawdzie darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ale ten prezent raczej nie należy do tych, które przyjmujemy z przyjemnością. Dlatego w tym wpisie zajmiemy się filtrami, przyczynami ich dostawania oraz sposobami na ich unikanie.
Czym jest filtr?
Najprościej rzecz ujmując to szybki i nienaturalny spadek strony w wynikach wyszukiwania pod konkretną pozycjonowaną frazą bądź wszystkimi słowami kluczowymi. Choć to określenie nie jest do końca precyzyjne, są to bowiem jedynie objawy filtra. Sam filtr to rodzaj kary nałożonej na daną stronę za łamanie mitycznych wytycznych jakościowych Google, przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa różnie – to znaczy w filtr wpadają zarówno klasyczne spamy, jak i zadbane, wartościowe strony tworzone z pietyzmem przez swoich właścicieli. Filtry rozdawane są na dwa sposoby – ręcznie przez pracownika Google, lub z automatu, przy czym ten drugi sposób wyraźnie dominuje. Filtrowane są strony, które algorytm uzna za „podejrzane”, czyli mało wiarygodne w oczach wyszukiwarki. W swoim założeniu algorytm ma za zadanie pomijać w ustalaniu rankingu te witryny, co do których istnieje podejrzenie że nie grają fair.
Przyczyny
Zwykle przyczyną ukarania jakiejś strony jest łamanie wytycznych dla webmasterów. Teoretycznie można więc podpiąć pod to niemal wszystkie czynności wykonywane przy standardowym pozycjonowaniu. Daje nam to automatycznie 100% receptę jak w filtr nie wpaść – nie zajmować się w ogóle pozycjonowaniem. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, polecane dla skrajnych nonkonformistów.
Wszyscy inny powinni pamiętać że najczęstszymi przyczynami filtrów są:
Prawdopodobieństwo filtra jest dużo większe w przypadku nowych stron, bez historii w wyszukiwarce, zwłaszcza takich które pozycjonujemy na jedną frazę, dodajemy od początku dużo linków z jednym anchorem. Dodajmy do tego linkowanie dużą ilością punktów z SWL, również na jedną frazę i mamy prawie idealny przepis na wylot z wyników. Aż dziw bierze, że jest to preferowana strategia pozycjonowania przez większość młodych ekspertów SEO.
Sprawiedliwość w wydaniu Google jest jednak ślepa niczym Stevie Wonder. Zdarza się że strony bez treści, które już na pierwszy rzut oka wyglądają jak ewidentne śmieci zostaną w SERPach jakby nigdy nic. Poleci natomiast wartościowa strona, o którą autor dbał i delikatnie pozycjonował, a miał to nieszczęście że chciał dorobić parę groszy i sprzedał kilka linków.
Blog zawiera zarówno praktyczne porady i samouczki dotyczące pozycjonowania i optymalizacji w wyszukiwarkach, jak również notki dość luźnio związane z tematyką oraz swobodne przemyślenia autora.
Mam na imię Tomek. W internecie jestem znany jako Szelo. Pozycjonowaniem i reklamą w internecie zajmuję się od niespełna trzech lat, przez ten czas zdobyłem już co nieco doświadczenia, którym mam zamiar się z Wami podzielić. Więcej o mnie przeczytacie klikając w ten link.