Koncepcja “długiego ogona” została sformułowana w 2004 roku. Na początku nie miała ona nic wspólnego z pozycjonowaniem. Jak podaje wikipedia Chris Anderson opracował tą formułę dla zilustrowania modelu sprzedaży firm takich jak Amazon.com. Teoria ta głosiła, że posiadanie bardzo szerokiego asortymentu może zaowocować wygenerowaniem na pojedynczych, rzadko poszukiwanych pozycjach, sumarycznie większych obrotów niż te, osiągane na najpopularniejszych, masowo sprzedawanych towarach. Dopiero potem długi ogon zaczął być stosowany w SEM. I jak się okazało – był to strzał w dziesiątkę!

dlugi ogon

Long tail SEO

Długi ogon w pozycjonowaniu jest tym samym co pierwowzór. Za podstawę przyjmujemy tutaj założenie że duża ilość fraz niszowych może wygenerować większy ruch niż wysokie pozycje na kilka czołowych keywords. Większość wizyt nie będzie więc pochodziła z haseł, na które prowadzona jest promocja serwisu, ale setek a nawet tysięcy, bardziej szczegółowych, mniej popularnych – rózne statystyki dowodzą że tam może kryć się nawet 50 – 80 % całego trafficu z wyszukiwarek. Grzechem byłoby więc nie wykorzystać takiej możliwości.

Moda na długi ogon

Rokrocznie coraz więcej ludzi korzysta z internetu. Automatycznie coraz więcej korzysta także z wyszukiwarki Google, która na wielu rynkach, w tym także na polskim ma pozycję hegemona. Jak zatem wytłumaczyć że liczba wyszukiwań najbardziej obleganych słów kluczowych spada? Najpierw rzućmy okiem na statystyki Google trends dla kilku popularnych słów kluczowych:

statyski google trends

Mimo że od 2004 liczba internautów się podwoiła widzimy duży spadek dla powyższych słów kluczowych. Dlaczego? Odpowiedzią jest długi ogon. Rośnie świadomość użytkowników wyszukiwarek. Wiedzą już że łatwiej i szybciej znajdą coś wpisując np. nazwę konkretnego produktu. Użytkownicy  wolą stosować coraz bardziej dokładne, coraz dłuższe frazy. Statystyki są nieubłagane – obecnie tylko 15% zapytań do wyszukiwarek to zapytania jednowyrazowe. Przeważają frazy złożone z dwóch i trzech słow (odpowiednio 32 i 27%) – źródło.

W świetle tych danych long tail jawi nam się jako metoda, która ma przed sobą świetlaną przyszłość.

Read the rest of this entry »

Getting things done

In: Offtopic

10 stycznia 2009

Czytając ostatnie wpisy mam wrażenie że dawno nic konkretnego na temat SEO nie napisałem, wyczerpałem temat. Blog, podobnie jak wszystkie istoty na ziemi ewoluował (choć znam wielu ludzi, którzy mogą być zaprzeczeniem teorii Darwina) – pierwsze teksty przedstawiały “pozycjonowanie dla początkujących” – było to rok temu, kiedy zacząłem pisać artykuły o tak pasjonujących kwestiach jak zaindeksowanie strony, optymalizacja metatagów, instrukcja stawiania autobloga albo wytyczne jak pisać wpisy do precli.

Z czasem blog zaczął ewoluować w kierunku komentowania przeze mnie bardziej aktualnych trendów czy wydarzeń z branży seo. Tematyka dla węższej publiki, za to o niebo bardziej ciekawa – bo komentować było co – nasze seo celebrities wytworzyły w ostatnim roku rekordową wręcz liczbę afer. Gdyby branża seo miała swojego Pudelka, Xann i Szook pewnie wiele razy by gościli na stronie głównej. Na fali tych zdarzeń powstał też prześmiewczy pseudo-komiks Seo Wars, który z biegiem czasu wydawał mi się coraz bardziej silly, dlatego ostatecznie dałem sobie spokój z męczeniem Was kolejnymi częściami i postanowiłem zająć się czymś pożytecznym.

Google również nie próżnowało w 2008 roku. Przysłowiowy banan czy popularny filtr był dużo częstszym prezentem niż w latach ubiegłych. Nie wiedzieć czemu, ta nagroda trafiała się z równą częstotliwością właścicielom wartościowych stron co najbardziej wrednym spamom. No ale widać inżynierowie Google wiedzą lepiej. Nawet mi na tym blogu trafił się zaszczyt posiadania zgrabnego filtra. System reklamowy, który znajdował się na stronie, nie wiedzieć czemu, okazał się niepożądany, a całości dopełniły linki złego sąsiedztwa na oficjalnym blogu Google, który najwyraźniej przywiał tu jakiś Irlandczyków. Ci sami Irlandczycy okazali się jednak równymi chłopami, bo w ciągu jednego dnia moją wzruszająca prośba o ponowne rozpatrzenie poskutkowała.

Ogólnie rok 2008 dla polskiej branży seo był zdecydowanie negatywny. Bezsensowne kłótnie i spory, podziały i donoszenie – to może kojarzyć się raczej z dziecinadą, a nie dobrze prosperującą branżą, przed którą stoją same świetlane perspektywy. Jedni z czarnych nagle stali się białymi (prawie jak znany wokalista popowy) inni wprowadzali nowe usługi i bardzo “dyskretnie” je promowali, a jeszcze inni siedzieli cicho i po prostu zarabiali money - co jak się okazało było w tym czasie najbardziej sensownym rozwiązaniem.

Ale niewątpliwie polish seo się zmienia i będzie dalej się zmieniało. Model “zachodni” jest bardzo silnie forsowany przez niektóre osoby. Na czym on polega? Generalnie robimy to samo co zwykle czyli pozycjonowanie, ale sprzedajemy to klientowi jako kompleksowe usługi ułatwiające prowadzenie działań marketingowych i biznesowych w internecie polegające na promocji strony w wyszukiwarkach internetowych oraz szereg innych działań marketingowych. Zachwalamy naszą usługę występując (obowiązkowo pod krawatem) na różnych konferencjach. Przy czym, im więcej angielskich terminów użyjemy tym lepiej – outsourcing, keyword research, search engine marketing – brzmi wszakże bardziej profesjonalnie. Efekty są takie same jak przy zwykłym pozycjonowaniu, uzyskane dużo większymi kosztami. Ale przecież klient, któremu niewątpliwie zależy na jakości wyników w Google na pewno to doceni i z radością będzie płacił za taką usługę dwa razy więcej. Zwłaszcza gdy wcześniej nasłucha się o spamie w wyszukiwarkach, linkach złego sąsiedztwa, praktykach niezgodnych z wytycznymi Google i oczywiście murowanym faworycie – systemach wymiany linków, których stosowanie przyniesie mu więcej szkód niż plagi egipskie razem wzięte. (-;

Żeby się za bardzo nie rozwodzić z moimi wspomnieniami i wywodami powiem tylko że niedawno postanowiłem żeby więcej robić a mniej mówić. Dlatego blog na razie idzie “w odstawkę” dopóki nie znajdzie się jakiś temat na wartościowy artykuł – bo nie oszukujmy się – ostatnie wpisy do takich się nie mogły kwalifikować. Postanawiam bardziej skupić się na swoich sprawach, swoim byznesie i rozwijaniu tegoż, poprawieniem swojej efektywności i zdobyciem paru nowych umiejętności. Niech to będzie takie spóźnione postanowienie noworoczne.

ps. Innym jak widać humor jednak dopisuje. Polecam poczytać sobie o “spam busters” – już sama nazwa mrozi krew w żyłach. :D

Wsłuchując się w charakterystyczne rytmy piosenki Black and white zespołu Kombi (dziś, najwyraźniej dla niepoznaki nazywają się Kombii) postanowiłem odnieść się do tego, co Lexy pisze u siebie. Znowu zebrało mi się na filozofowanie, więc ci, którzy mają jakikolwiek szacunek do swojego czasu, mogą sobie lekturę tego wpisu z czystym sumieniem odpuścić.

Podział na białych i na czarnych (nie mylić z kolorem skóry) to jeden z najbardziej popularnych trendów, nie tylko w polskiej, ale i światowej branży SEO. Podział, który zresztą już wielokrotnie wyśmiewałem cały czas trzyma się nieźle. Kluczową kwestią w tym czy jesteś black czy white jest etyka, lub jej brak. Etyka, o ile coś takiego istnieje w pozycjonowaniu jest kwestią bardzo dyskusyjną. Jakby nie było, nasze pozycjonowanie to z definicji lekkie naginanie zasad ustalonych przez Google, manipulacja i oszukiwanie to może nazbyt dosadne słowa, ale białe pozycjonowanie po prostu nie istnieje. Aby działać w pełni zgodnie z zasad wyszukiwarki Google, wszystkie nasze linki powinniśmy zdobywać naturalnie – a jedyne możliwości wpływania na pozycję webmaster powinien mieć przez pracowanie nad contentem swojej strony i inne działania marketingowe, których dobra pozycja ma być niejako efektem ubocznym. Bardziej na miejscu byłby tutaj termin szare SEO, czyli to co chce uprawiać większość osób lansujących się na “tych dobrych” pozycjonerów.

Tych problemów i dylematów nie ma osoba black SEO. Pozostawiając kwestie moralności i poprawności politycznej na boku można naprawdę efektywnie i szybko pozycjonować, w dodatku przy minimalnym nakładzie pracy. Nie mniej black SEO godzi bardziej w sferę interesów Google. A gdzie są pieniądze tam zwykle nie ma skrupułów, dlatego nasza ulubiona wyszukiwarka od czasu do czasu organizuje małe wojny przeciw spamerom. Działania, które mają raczej więcej z pokazówki niż realnych działań zmuszają spamerów do dopracowania swoich metod, a publice dają pozory walki z “elementem szkodliwym”. Co w zasadzie obu stronom wychodzi na plus, bowiem pozycjonerzy mają lepszą “selekcję naturalną” i coraz lepsze metody a pracownicy Google mają co wpisać do raportów.

I teraz, gdzie w tym wszystkim miejsce na normy moralne? Czy delikatnie oszukując jedną stronę (Google) mamy pozostawać fair wobec siebie? W końcu Larry-emu i Sergiej-owi jeden miliard w tę czy w tę nie za bardzo robi różnicę. Typowy pozycjoner, gdy jest niezły zarabia wprawdzie sporo, jednak i tak znacznie, znacznie mniej niż oni. Zatem mamy się wspólnie bawić w Robin Hooda – zabierać bogatym i rozdawać sobie nawzajem?

A co z etyką wśród pozycjonerów? Wspomniane w artykule linkowanie konkurencji “złymi linkami” z etyką niewiele ma wspólnego. Niestety algorytm Google nie jest doskonały. W tej kwestii nie można przecież udowodnić że sam właściciel umyślnie linkował stronę z SWL czy robi to za niego złośliwa konkurencja. Niestety w takim przypadku szukać pomocy u Google będzie próżno. Dlatego należy postępować zgodnie z prawami dżungli – wygrywa ten silniejszy, albo zjesz przeciwnika nim on zje ciebie, albo sam zostaniesz zjedzony. Prosta logika, a jakże skuteczna – jeżeli mamy naprawdę mocną domenę to konkurencja może sobie “walić” SWLem ile zechce – a jeśli to nas nie zabije to nas wzmocni. ;)

Nie widzę nic złego w zostawieniu swojego linka w stopce strony, nad którą pracowaliśmy. Większość webmasterów takie znaczki zostawia – tak jak malarz zostawia sygnaturkę na obrazie, który namalował. To w końcu także forma reklamy, a jak ktoś powie że powinno się tam wstawić “nofollow” to go wyśmieję.

Google na swoim blogu, we wpisie Google pomoże Ci dobrać słowa pisze:

Wszystko zaczęło się w laboratoriach Google w 2004 roku. Kilku naszych inżynierów zaczęło pracować nad systemem podpowiedzi Google. Projekt bardzo spodobał się Googlersom i po czasie przeobraził się w usługę Google Suggest.
[...]
Dzięki podpowiedziom jakich udziela Google Suggest, wyszukiwanie powinno być dla Was jeszcze wygodniejsze i szybsze niż do tej pory. Oto kilka przykładów, jak Google Suggest pomoże Wam w codziennym korzystaniu z wyszukiwarki:
[...]
Pomoże formułować lepsze zapytania.
[...]
Na co jeszcze czekasz? Wypróbuj Google Suggest w polskiej wyszukiwarce Google!

Postanowiłem wypróbować narzędzie, nad którym inżynierowie Google pocili się przez cztery okrągłe lata. Niektóre sugestie są naprawdę ciekawe! W swej nieskończonej złośliwości podam tylko jeden przykład, który po prostu miażdży:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Naprawdę kreatywne! iGoogle pomoże Ci okrywać nowe horyzonty w sieci. ;)

Informacja: Wpis znajduje się w kategorii humor. Read the rest of this entry »

Zdaje się że teraz już wiem, co to są linki złego sąsiedztwa. Ktoś mówił że linkowanie ze spamów, albo farm linków, gdzie twój odnośnik znajduje się pomiędzy viagrą i cialis jest szkodliwe dla twojej strony. Nie zamierzam polemizować. Równie dewastujące jest też linkowanie na grupie dyskusyjnej Google i na ichniejszym blogu. W moim przypadku to też skończyło się filtrem.

Czemu filtr? Okay, przyznaję nie było to bezpodstawne. Sekretem mnicha w tym przypadku było 5 linków w stopce. Nie mniej czuje się oszukany. Wszak właściciel systemu utrzymywał że system służy jedynie wymianie linków reklamowych do promocji strony. Zresztą ich strona też zdaje się zafiltrowana. Too bad!

Jakie konkretnie efekty ma filtr na statystyki strony? Poniżej screen z tzw. anala. Widać skokowy spadek odwiedzin zaraz na początku – to data nałożenia filtra. Widać jak strona ledwo przędzie przez większość czasu i lekkie odbicie na koniec – to koniec filtra.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Jak udało się wyjść z filtra? Złożyłem prośbę o ponowne rozpatrzenie. Efekt był dosyć szybko, tego samego dnia miałem paru gości z Dublina – stosunkowo łatwo to wyśledzić przy małej ilości odwiedzin.  Nie wiedzieć czemu interesował ich też ten wpis. :E

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

W każdym razie następnego dnia – dzisiaj, wygląda na to że pozycje wróciły na swoje miejsce. Nie chcę zapeszać, ale wniosek o ponowne rozpatrzenie zadziałał dosyć szybko – zadziwiająco szybko biorąc pod uwagę co tu pisałem o Google. ;)

Quo vadis Google?

In: Google| Przemyślenia

24 listopada 2008

Analizujemy obecne zmiany w wyszukiwarce.

Siłę przebicia firmy Google najlepiej pokazują strony internetowe poświęcone IT i internetowi. Każda zmiana, nawet tak drobna jak dodanie kilku kolorowych kompozycji w poczcie Gmail ostatnio, jest szeroko komentowana i zachwalana. W istocie czytając codziennie Dziennik internautów* albo Webhosting.pl* trudno nie natknąć się na jakiegoś newsa o Google inc. O ostatnich zmianach możemy poczytać nawet na blogu Netto* czy Antyweb* – którego autor dodzwonił się swego czasu do seo-spamera (przyprawiając mnie o torsje ze śmiechu). W dalszej części artykułu przyjrzymy się właśnie tej nowości – personalizacji wyników wyszukiwania.

*Wzorem Google wstawiam linki z nofollow. Jest kwestią wątpliwą czy pomiędzy moim blogiem a tymi stronami jest wyraźny związek tematyczny, dlatego troszcząc się o jakość SERP nie chcę manipulować wynikami wyszukiwarki w nieodpowiedni sposób.

Jak każda prywatna firma, tak samo i Google dąży do osiągania jak największych zysków, przy jak najmniejszych kosztach. To zupełnie naturalne. Mając takie wsparcie medialne Google nie musi się troszczyć o promocję – ma ją za darmo. Zamiast kosztownych kampanii reklamowych i sztabu marketingowców, robotę odwalą blogerzy – w dodatku za darmo i z wielką satysfakcją. Wystarczy co jakiś czas podrzucić nowy gorący kartofel – serwis, aplikacja czy jakaś “rewolucyjna zmiana” pokroju nowej faviconki – i znów Google będzie na ustach wszystkich. Nie ważne że Google wraz ze swoim Searchwiki serwuje nam dokładnie to samo co Polska wyszukiwarka Hm? wprowadziła w Grudniu 2006. A nawet jeśli to przecież Google i tak pewnie zrobiło to lepiej, ładniej, ciekawiej i nowocześniej. :)

Co do samych zmian z technicznego punktu widzenia. Personalizacja wyników jest tylko na własne potrzeby. OK to fajnie. Wszystkie głosy za i przeciw, tak samo jak komentarze są zliczane i dostępne publiczne. Firma oczywiście utrzymuje że nie będą one miały wpływu na wyniki wyszukiwania dla ogółu … a ja oczywiście we wszystko wierzę. :)

Bardzo prawdopodobne natomiast jest to że ten eksperyment ma na celu sprawdzenie w jakim stopniu, taka moderacja ze strony użytkowników, umożliwi uzyskanie czystych i przydatnych SERPów. To również bardzo sprytny pomysł i co ważne tutaj znowu zostaje zaprzęgnięta do pracy najlepsza darmowa siła robocza – użytkownik. W końcu nie ma to jak jak Web 2.0, prawda?

Skoro ze spamem nie można sobie poradzić na konwencjonalne sposoby, ręczna moderacja nie wyrabia a kosztowne rozwiązania programowe i tak zawodzą to w sytuacji Google jest to rewelacyjny pomysł. Można w ten sposób uzyskać lepsze SERPy i obniżyć koszty. Nie zapominajmy że mamy w końcu kryzys finansowy. Akcje oznaczone GOOG są przez ostatni rok lekko licząc jakieś 60% na minusie. Podobnie jak cały sektor IT w Stanach jak i zresztą cała Amerykańska gospodarka, które oficjalnie jest już recesji. Google od Sierpnia zwolniło 10 tyś pracowników. W takich warunkach nie ma się co dziwić że Google chce ciąć koszty i wykorzystać bardziej darmowy czynnik ludzki.

Osobiście wydaje mi się że ta zmiana będzie wprowadzona po cichutku i tylnymi drzwiami. Trudno jednak przypuszczać że będzie to główny czynnik warunkujący pozycje w SERPach. Google wprowadzając klikanie jako jeden z elementów wpływających na pozycję, nie wytnie też całkowicie rynku SEO. Na pewno jednak go zmieni. Jak więc będzie wyglądać Pozycjonowanie anno domini 2009? Możliwe że cofniemy się trochę w czasie. Wygrzebałem taki fajny wątek na forum Webhelp z 2004 roku. Pozycjonowanie WP klikohit – czy tak będziemy się pozycjonować w przyszłości? Czas pokaże, ja stawiam jednak na bardziej wymyślne boty tworzące konta i klikające “plusiki”.

Konkluzja

In: Humor

19 listopada 2008

Czyli kim tak naprawdę jesteśmy według Google:

Google and its user

Wpis znajduje się w kategorii humor.

O blogu

Blog zawiera zarówno praktyczne porady i samouczki dotyczące pozycjonowania i optymalizacji w wyszukiwarkach, jak również notki dość luźnio związane z tematyką oraz swobodne przemyślenia autora.

Mam na imię Tomek. W internecie jestem znany jako Szelo. Pozycjonowaniem i reklamą w internecie zajmuję się od niespełna trzech lat, przez ten czas zdobyłem już co nieco doświadczenia, którym mam zamiar się z Wami podzielić. Więcej o mnie przeczytacie klikając w ten link.

Reklama



  • Michał: Pewnie że fajny artykuł, przecież to Szelo ;) Panie Tomku, na stronie głównej, http://szelo. [...]
  • Newander: Widzę Szelo że pożegnałeś się z blogiem. Wielka szkoda:( [...]
  • programy: Niektórzy pozycjonują swoja strone przez allegro. Allegro ma dośc dobry PR wystarczy wrzucić nas [...]
  • programy: Pytanie zostało pozostawione bez odpowiedzi, liczyłem na pokazanie wzorów lub obliczen jak możn [...]
  • Podsumowanie roku 2009 – Najciekawsze artykuły - Lexy's SEO blog: [...] Statystyki wyszukiwarki Google [...] [...]